Racją stanu jest dla mnie absolutny prymat interesu Polski nad interesami poszczególnych grup społecznych, jak również czynników zagranicznych. Wynika stąd potrzeba zachowania całkowitej suwerenności państwowej, rozumianej jako zdolność i możliwość podejmowania nieskrępowanych decyzji, dotyczących życia narodu i państwa polskiego, bez konieczności ubiegania się o przyzwolenie od jakichkolwiek zagranicznych czy ponadnarodowych ośrodków decyzyjnych. Tak pojmowana polska racja stanu nie wyklucza oczywiście zawierania przez nasze państwo traktatów międzynarodowych lub porozumień handlowych, z tym, że to polskie władze zdecydują o ich zawarciu, kierując się wyłącznie kryterium korzyści, jakie Polska może z nich uzyskać. Nie chodzi o to, aby nasz kraj skazywać na izolację w świecie, tylko o to, aby Polacy mogli sami decydować o swojej przyszłości. Jak również o to, aby nasze państwo posiadało całkowitą swobodę prowadzenia polityki zagranicznej i wewnętrznej, w zgodzie z własnym interesem, a nie pod dyktando obcych czynników oraz żeby prawo do podejmowania decyzji o charakterze ostatecznym należało wyłącznie do naszej władzy państwowej ustanowionej suwerenną wolą narodu polskiego.
W konsekwencji, polską racją stanu musi być takie działanie na arenie międzynarodowej, które wyklucza możliwość przykucia naszej polityki zagranicznej do rydwanu jakiegokolwiek obcego mocarstwa. W przeszłości można znaleźć wiele przykładów na to, jak uzależnienie polskiej polityki od woli „wielkiego brata”, nie tylko determinowało nasze poczynania, ale przede wszystkim ograniczało naszą suwerenność i sprowadzało na nasz kraj ciężkie konsekwencje wynikające z działań prowadzonych przez obcego „protektora”. W obecnych czasach można także doszukać się wielu faktów świadczących o tym, że Polska jest wykorzystywana w rozgrywkach wielkich mocarstw. Powodem takiego stanu rzeczy jest bylejakość i miałkość moralna krajowych „elit” politycznych, których przedstawiciele często wywodzą się jeszcze z czasów PRL-u. Właśnie wtedy ukształtowano ich moralno-polityczne kręgosłupy, nauczono bić pokłony przed „wielkim bratem” i zginać karki na każde jego skinienie. Ukształtowani na sługusów spolegliwych wobec obcego dyktatu, w sytuacji, gdy zabrakło wschodniego protektora, który w dodatku był gwarantem ich władzy w naszym kraju, poszukali sobie natychmiast nowego opiekuna w postaci Unii Europejskiej. Dzisiaj bez wahania oddają prerogatywy z zakresu polityki zagranicznej, przynależne władzom naszego państwa, w ręce biurokratów z Brukseli. Jeszcze innym przykładem ich głupoty jest ślepa i bezrefleksyjna wiara w siłę sprawczą sojuszu polsko-amerykańskiego. W którym Polska odgrywa rolę amerykańskiego satelity, wykorzystywanego przez Waszyngton do realizacji jego imperialnych interesów. Tchórzostwo i uległość wobec obcych ośrodków decyzyjnych, brak kompetencji i nieumiejętność zdefiniowania polskiego interesu oraz pospolita głupota i lenistwo, to cechy „naszej” dyplomacji, które uniemożliwiają jej skuteczne działanie dla dobra Polski. Dlatego taka postawa krajowych decydentów jest nie do przyjęcia, ponieważ skazuje nas na trwałą wasalizację i utratę suwerenności, za co przyjdzie nam kiedyś z całą pewnością słono zapłacić.
Polityka realizowana przez władze naszego państwa nie może być obarczona jakimikolwiek sentymentami czy uprzedzeniami, natomiast powinna mieć na względzie jak najlepsze zabezpieczenie naszych narodowych interesów. Nie może być prorosyjska, proniemiecka, proamerykańska czy prounijna, ale także nie może z góry być nastawiona konfrontacyjnie do jakiegoś państwa, z powodu krzywd jakich w przeszłości doznaliśmy z jego strony. Polityką międzynarodową rządzą inne prawa niż w stosunkach międzyludzkich. Nie liczy się sentyment czy uprzedzenie, ale twardo pojmowany interes polityczny, realizowany w chwili bieżącej i uwzględniający jedynie korzyści, które państwo może dla siebie uzyskać. Skoro w stosunkach międzynarodowych nie mamy do czynienia z odwiecznymi wrogami czy przyjaciółmi, tylko z niezbywalnymi interesami narodowymi, to nie możemy kierować się uczuciami, lecz żelazną logiką politycznego działania, która nakazuje nam wykorzystywanie nadarzających się okazji, a nawet konfliktów między różnymi krajami dla zabezpieczenia żywotnych interesów i bezpieczeństwa naszego państwa. Polska polityka zagraniczna musi się wreszcie wyzbyć niebezpiecznych kompleksów i powinna być prowadzona z godnością, w taki sposób, jaki przystoi liczącemu się państwu, które nie jest aż tak słabe, żeby kłaniać się byle komu. Nie możemy obrażać się z błahego powodu, lecz zawsze powinniśmy kierować się interesami naszego kraju, aby stale rosła pozycja Polski na arenie międzynarodowej i poczucie naszego bezpieczeństwa.
Kierunków polskiej polityki zagranicznej nie mogą także wyznaczać jakiekolwiek względy ideologiczne. W słusznie minionych czasach nasza racja stanu podporządkowana była nadrzędnym interesom obozu socjalistycznego zdominowanego przez Związek Sowiecki, który szermując hasłami internacjonalizmu, wykorzystywał swoich satelitów do uzyskania supremacji w świecie i zaszczepienia na całym globie zbrodniczego systemu komunistycznego. Obecnie polski potencjał jest całkowicie zaangażowany w budowę nowego systemu politycznego na kontynencie europejskim, którego zwieńczeniem ma być powstanie Stanów Zjednoczonych Europy i koniec epoki państw narodowych. To samobójcze działanie wymusza dostosowanie krajowego prawodawstwa do unijnych wymogów i ogranicza naszą suwerenność na rzecz Brukseli oraz otwiera państwo polskie na zmasowaną ofensywę spaczonej moralnie i sztucznej ideologii „integracyjnej”. Względy ideologiczne i wasalna zależność od USA zdecydowały również o tym, że polski rząd bez reszty zaangażował się w kolejną amerykańską awanturę wojenną, tym razem w Afganistanie. Dlatego uważam, że jest wielką nieodpowiedzialnością wystawianie na szwank interesów naszego państwa, w imię nieżyciowych haseł, które głoszą, że Polacy z równie wielką ochotą walczą „za waszą i naszą wolność”.
Politycy sprawujący władzę w całym okresie istnienia III Rzeczypospolitej wykazywali zadziwiający brak instynktu państwowotwórczego, gonili tylko za własnym interesem, traktując państwo jak prywatny folwark lub agencję do załatwiania wygodnych posad. Nie silili się wcale, aby umacniać struktury państwowe, tylko wykorzystywali autorytet naszego kraju i jego instytucje, dla uzyskiwania lukratywnych stanowisk w organach różnych organizacji międzynarodowych i do autopromocji na zagranicznych salonach. Stało się już normą, że większość krajowych politykierów korumpowana jest przez obce czynniki, różnego rodzaju nagrodami i gratyfikacjami, za co odwdzięczają się im rolą usłużnych akwizytorów ich interesów. Nie mają również skrupułów, aby dla doraźnych potrzeb partyjnych kampanii wyborczych narażać interesy naszego kraju, używając zagadnień z zakresu polityki zagranicznej w swoich brudnych rozgrywkach. W ogóle zresztą na polską rację stanu zbyt mocno oddziałują wpływy partyjnych mafii. Dlatego dla naszego dobra należy politykę zagraniczną zabezpieczyć przed zmiennymi koniunkturami w polityce wewnętrznej, które osłabiają państwo polskie i wystawiają je na obcą penetrację.
W celu zapewnienia wyższej jakości polityki zagranicznej należy jak najszybciej na nowo zdefiniować jej cele, kierując się jedynym dopuszczalnym kryterium, jakim jest dobro Polski. Dla realizacji tego postulatu trzeba też zreorganizować korpus dyplomatyczny, aby przestali tam trafiać zużyci politycy, traktujący pracę w dyplomacji jako „zasłużoną” emeryturę lub ludzie nielojalni wobec naszego kraju i zależni od obcych mocodawców. Trzeba wreszcie uwolnić polską dyplomację od wpływu głupców i leni oraz skierować ją do efektywnej pracy na rzecz zabezpieczenia naszych narodowych interesów. Musimy także wzmacniać więzy łączące Polonię z Macierzą oraz chronić i wspierać Polaków mieszkających poza granicami naszego kraju, ponieważ stanowią oni dla nas nieoceniony potencjał narodowy. Jeśli w polityce zagranicznej będziemy się kierować rzeczywistą racją stanu i zdrowym rozsądkiem, to o przyszłość Polski, możemy być spokojni, w przeciwnym razie będziemy gorzko żałować.
Artykuł ukazał się w piśmie „Polski Szaniec”, nr 1/2010, s. 7-8.


