Wróg u bram!
Czytaj artykuł
Previous
Next
Młodzież przyszłością narodu…

Słowa te powtarzane są od wielu pokoleń, z tym, że obecnie za cytowanym sloganem nic konkretnego się nie kryje. Z jednej strony kondycja dzisiejszej młodzieży, szczególnie moralna, pozostawia wiele do życzenia i nie napawa optymizmem, a z drugiej, jakże ubogie warunki bytu i rozwoju zapewniono młodym ludziom wchodzącym w dorosłe życie.

Od wielu lat zachęca się młodzież do zdobywania wykształcenia i pomimo tego, że studia wyższe są bardzo kosztowną inwestycją, to co roku miliony studentów zapełniają krajowe uczelnie. Ten pęd do wiedzy jest ze wszech miar godny pochwały, zwłaszcza, że rządzący nie ułatwiają życia studentom. Władza jest głucha, gdy chodzi na przykład o przywrócenie pięćdziesięcioprocentowych ulg na przejazdy środkami komunikacji, wiele uczelni boryka się z problemami finansowymi, miejsc w akademikach jest jak na lekarstwo, a stypendia są tak niskie, że zmuszają studentów do podejmowania pracy zarobkowej na pełnym etacie, ze szkodą dla procesu ich edukacji.

Nie lepiej jest z szansą na uzyskanie pracy po ukończeniu uczelni. Rządzący nie robią nic, aby tworzyć nowe miejsca zatrudnienia, pozostawiając to wyłącznie w gestii tzw. rynku pracy. Tyle, że wspomniany rynek nie potrzebuje obecnie dobrze wykształconych pracowników, ale rzesz taniej i niskokwalifikowanej siły roboczej. W związku z tym, co roku rośnie liczba bezrobotnych absolwentów szkół wyższych, a rząd nie znajdując środków na zaradzenie temu procesowi zachęca młodzież do emigracji za granicę. Taki eksport bezrobotnych z Polski ma „pozytywny” wpływ jedynie na statystyki, ponieważ rządzący mogą pochwalić się spadkiem stopy bezrobocia, co zapewne było również głównym motywem zachęcania w przeszłości młodych ludzi do masowego studiowania. Dzięki czemu setki tysięcy absolwentów szkół średnich nie rejestrowało się w urzędach pracy i tym samym poprawiało rządzącym samopoczucie. Natomiast jest paradoksem, że w czasie, gdy miliony Polaków zmuszonych jest do poszukiwania pracy i chleba poza granicami naszego państwa, rząd utyskuje na brak rąk do pracy, podwyższa wiek emerytalny, a co bardziej szalone głowy rozmyślają o imporcie paru milionów Azjatów. Zaiste szalona to polityka, ale czego można się spodziewać po liberalnych „wykształciuchach”.

Emigracja zarobkowa naszej młodzieży wiąże się z koniecznością podejmowania pracy niemającej najczęściej nic wspólnego z posiadanym przez nią wykształceniem, co ma negatywny wpływ na poziom jej kwalifikacji. Dlaczego więc młodzi ludzie wolą deprecjację swojego wykształcenia za granicą niż na rynku krajowym? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Czynią tak, ponieważ za zmywanie garów, czy pracę w markecie w Europie Zachodniej znacznie więcej się płaci niż w Polsce. Dlatego trudno im się dziwić, że wybierają emigrację i pracę w pocie czoła nad pomnażaniem dobrobytu obcych państw ze szkodą dla własnego kraju. Płonnymi są także nadzieje naszych decydentów na masowy napływ imigrantów, ponieważ, jak wskazują dotychczasowe doświadczenia, traktują oni Polskę jako przystanek na drodze do krajów zachodnich i nikomu z nich nie uśmiecha się praca u nas za marne grosze.

Nie można nadal uprawiać takiej polityki, ponieważ w dłuższej perspektywie grozi to zapaścią cywilizacyjną naszego kraju i totalnym wyjałowieniem rynku pracy, na którym brakować będzie wykwalifikowanych pracowników, a obcokrajowcy, których z braku własnych fachowców będziemy musieli zatrudniać każą sobie słono płacić. Dlatego trzeba poczynić takie udogodnienia dla studiującej młodzieży, aby mogła się ona zająć nauką, a nie dorabianiem po nocach oraz należy zwiększyć nakłady finansowe na szkolnictwo wyższe. Potrzeba również dostosować profil kształcenia na uczelniach do zapotrzebowania rynku pracy. Należy też odesłać emerytów na zasłużony odpoczynek i skończyć z praktyką zajmowania wielu etatów jednocześnie przez „niezastąpionych” specjalistów oraz trzeba podziękować za współpracę obcokrajowcom pracującym w Polsce, co przyczyni się do zwiększenia liczby etatów dostępnych dla absolwentów naszych uczelni. Myśląc o przyszłości trzeba także poczynić kroki w kierunku zwiększenia zarobków oraz zapewnienia tanich mieszkań dla młodych ludzi, którzy będą chcieli zakładać własne rodziny i przyczyniać się do powstrzymania groźnego dla nas niżu demograficznego. Tylko stwarzając godne warunki egzystencji i rozwoju dla naszej młodzieży będziemy w stanie zatrzymać ją w Polsce, co walnie przyczyni się do podniesienia poziomu cywilizacyjnego naszego państwa. W przeciwnym razie wszyscy wyjadą z kraju, a ostatni zgasi światło…

Artykuł ukazał się w piśmie „Polski Szaniec”, nr 3/2010, s. 2.

POZOSTAŁE POSTY

publicystyka

Upadek warchoła

Jesteśmy świadkami spektakularnego upadku Michała Kołodziejczaka, wiceministra rolnictwa i warchoła, który jeszcze do niedawna siał niemały zamęt na krajowej scenie politycznej. I trzeba przyznać,

Czytaj więcej »