Wróg u bram!
Czytaj artykuł
Patriotyzm w Polsce: wspólnota, pamięć i zobowiązanie

Uroczystości rocznicowe dobiegają końca, ulatują słowa ostatniego przemówienia, cichną końcowe akordy państwowego hymnu, a biało-czerwona flaga wraca do szuflady. Następnego dnia pozostają szkoły, w których trzeba uczyć młodzież, zakłady pracy, w których trzeba dotrzymać umów z pracownikami, i urzędy, w których czyjąś sprawę można załatwić uczciwie albo zbyć pod byle pretekstem. Właśnie w tej mniej widowiskowej przestrzeni rozstrzyga się znaczna część odpowiedzi na pytanie o poczucie patriotyzmu u Polaków.

Patriotyzm jest przywiązaniem do Ojczyzny, która – jak to określił nasz poeta Cyprian Kamil Norwid – „jest wielkim zbiorowym obowiązkiem” całego narodu polskiego. Obowiązek ten nie jest pustą deklaracją, lecz moralną odpowiedzialnością za jej trwanie i rozwój. Obejmuje też pamięć o naszej przeszłości, troskę o polską kulturę i język, gotowość do obrony państwa oraz codzienną uczciwą pracę na rzecz wspólnoty narodowej. Tak rozumiana idea patriotyzmu stawia wymagania zarówno obywatelom, jak i władzy. Samo poczucie dumy, choć potrzebne, nie wypełnia jeszcze żadnego z tych obowiązków.

Naród otrzymujemy w spadku

Człowiek nie wybiera języka, w którym po raz pierwszy usłyszy własne imię. Zastaje go, podobnie jak zastaje rodzinne opowieści, krajobraz, święta i miejsca pamięci. Dopiero później może ten spadek zrozumieć, rozwinąć albo roztrwonić. Wspólnota narodowa wyrasta z podobnej ciągłości: wiąże żyjących z pokoleniami, których wysiłek stworzył warunki ich egzystencji, oraz z tymi, które dopiero przyjdą.

Polskie doświadczenie nadaje tej więzi szczególną wagę. W okresie zaborów naród polski przetrwał bez własnego niepodległego państwa. Język, dom, religia, literatura i organizacje społeczne przechowywały zdolność rozpoznawania wspólnego losu i zaszczepiały w nas gen przetrwania i wolności. Państwo odzyskane w 1918 roku nie powstawało więc na kulturowej pustyni, lecz mogło oprzeć się na ludziach, którzy, pomimo podziału polskich ziem przez zaborców, nadal uważali sprawę zjednoczonej i niepodległej Polski za swoją.

Józef Maria Bocheński uczył nas, że człowiek „jest przede wszystkim istotą duchową i w jego życiu etycznym główną rolę odgrywają czynniki duchowe – a więc kultura”. Dlatego „możemy powiedzieć, że przyznanie się do określonej Ojczyzny jest przede wszystkim przyznaniem się do pewnej kultury narodowej”.

W tej opowieści ważne miejsce zajmuje też chrześcijaństwo, a w szczególności katolicyzm. Bez niego bowiem trudno jest zrozumieć polski kalendarz, sztukę, obyczaj i znaczną część naszego języka moralnego. Roman Dmowski stwierdził, że „katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę”. Dlatego właśnie uznanie swojego dziedzictwa oznacza obowiązek jego poznania i przekazania następnym pokoleniom. Nie wymaga jednak wykluczenia ze wspólnoty tych ludzi, którzy inaczej rozstrzygają sprawy swojej wiary. O sile naszej kultury świadczy także to, że potrafi ona zaprosić do uczestnictwa, zamiast poprzestawać na sprawdzaniu deklaracji lojalności.

Przekazywanie narodowej kultury zaczyna się od drobnych czynów: od tego, czy znajdujemy czas na wspólną lekturę z naszym dzieckiem, czy potrafimy mu opowiedzieć historię rodzinnej pamiątki i traktujemy ojczysty język jako narzędzie wyrażania własnych myśli. Dziecko przejmuje także sposób, w jaki dorośli mówią o własnym kraju. Jeśli słyszy jedynie pogardę, może uznać, że odziedziczony świat nie zasługuje na żaden wysiłek. Potrzebuje więc uświadomienia wartości tego, co otrzymało w spadku po przodkach.

Mała Ojczyzna uczy odpowiedzialności

Przywiązanie do miejscowości lub regionu nadaje patriotyzmowi namacalną treść. Łatwiej bowiem można dostrzec skutki zaniedbania tam, gdzie zna się ludzi, drogę, budynek szkoły i porzucony cmentarz. Taka bliskość może uczyć odpowiedzialności za rzeczy wspólne. Uczy też współpracy z innymi ludźmi, z którymi trzeba uzgodnić sposób wykonania konkretnego zadania. Doświadczenia osobistego zaangażowania i budowania bezpośrednich relacji z rodakami nie zastąpią nam żadne interakcje w sieci internetowej.

Więź lokalna ma jednak własną próbę dojrzałości. Mieszkaniec dużego miasta powinien umieć dostrzec znaczenie spraw odległego powiatu, a człowiek mocno zakorzeniony w swoim regionie – potrzeby pozostałych części kraju. Solidarność narodowa rozszerza nasz krąg zainteresowania poza tych ludzi, wśród których żyjemy na co dzień. Wspólne państwo łączy nasze losy również wtedy, gdy codzienne doświadczenia bardzo się różnią. Dlatego praca dla małej Ojczyzny zyskuje głębszy sens, kiedy buduje gotowość dzielenia się tymi doświadczeniami. Stowarzyszenie, które uporządkowało lokalne miejsce pamięci lub odnowiło pomnik, może pomóc podobnej inicjatywie w innej części Polski. Nauczyciel może udostępnić opracowane materiały, a rzemieślnik podzielić się swoimi umiejętnościami, czemu obecnie sprzyja rozwój internetu. W ten sposób regionalny dorobek wchodzi do wspólnego obiegu, a przywiązanie do własnego miejsca staje się źródłem pożytku także dla innych Polaków.

Pamięć powinna czegoś uczyć

Patriotyzm potrzebuje znajomości historii, ale historia nie może być jedynie powodem do wzruszeń. Jeżeli po lekturze naszych dziejów potrafimy wyłącznie wskazać bohatera i zdrajcę, a nie rozumiemy przyczyn powodzenia lub klęski, nasza wiedza pozostaje niepełna. Pamięć wymaga nazwisk i dat, ale także refleksji i stawiania pytań o instytucje, zasoby, decyzje i ich następstwa. Dlatego ucząc o okolicznościach odrodzenia się naszej państwowości w 1918 roku, warto obok wysiłku zbrojnego pokazać też pracę nauczycieli, społeczników, organizatorów gospodarki i dyplomatów. Wspólnota musi umieć się bronić, lecz musi również posiadać ludzi zdolnych do prowadzenia szkół, sporządzania budżetu i budowania dróg. O te kompetencje troszczono się na długo przed chwilą, w której można było użyć ich w służbie niepodległej Polski.

Rzetelność badań nad narodową przeszłością nie osłabia szacunku dla naszych przodków. Przeciwnie: pozwala zobaczyć rozmiar trudności, wobec których stanęli. Bohater przedstawiony jako istota nieomylna staje się jedynie mitem i figurą z uroczystej akademii. Człowiek działający wśród sprzecznych interesów, ograniczonej wiedzy i realnego ryzyka może nas nauczyć czegoś bardziej pożytecznego, a mianowicie umiejętności przetrwania w brutalnym świecie. Dlatego wychowanie patriotyczne potrzebuje prawdziwych źródeł i szczerej rozmowy, a nie wyłącznie gotowych ocen. Z tą sprawą łączy się podjęty na łamach portalu temat znaczenia edukacji dla przyszłości narodu.

W tym kontekście warto wyobrazić sobie rodzinę porządkującą po latach dokumenty zmarłego dziadka. Obok świadectw i listów znajdujemy fotografię z uroczystości, na której nie potrafimy rozpoznać połowy osób. Sam szacunek dla pamiątki nie uzupełni brakujących nazwisk. Potrzebna jest rozmowa ze starszym krewnym, sprawdzenie daty, zapisanie tego, co wiadomo, oraz uczciwe zaznaczenie wątpliwości. Tak wygląda jedna z najprostszych form zachowania pamięci: ocalenie rzeczywistego świadectwa przed zastąpieniem go domysłem. Dziecko uczestniczące w tej pracy poznaje historię jako zadanie wymagające cierpliwości. Rozumie także, że los rodziny splata się z wydarzeniami wykraczającymi poza jej własny krąg. Tak właśnie rodzi się świadomość przynależności do większej wspólnoty narodowej, której dzieje musimy znać. Rację miał bowiem Wojciech Korfanty, stwierdzając, że: „Naród bez historii jest jak drzewo bez korzeni”.

Obowiązek wobec własnych ludzi

Wspólnota narodowa nie jest widownią, którą raz na pewien czas zbiera się pod biało-czerwonymi flagami na uroczystych akademiach. Składa się z ludzi pozostających we wzajemnych zależnościach. Dziecko potrzebuje troski i bezpieczeństwa, pracownik godziwych warunków pracy, przedsiębiorca przewidywalnych reguł, a człowiek starszy wiekiem opieki. Gdy te potrzeby uznamy wyłącznie za prywatny kłopot zainteresowanych, to wspólnota pozostanie tylko pustym sloganem.

Stąd znaczenie solidaryzmu narodowego: przekonania, że dobro narodu polskiego wymaga współodpowiedzialności jego różnych warstw społecznych i grup zawodowych. W tym ujęciu praca przedsiębiorcy i praca zatrudnionego nie muszą być przedstawiane jako przedsięwzięcia z natury wrogie. Obie budują zasób, z którego korzysta cały kraj. Konflikt interesów istnieje, ale powinien być rozwiązywany przez uczciwe umowy, odpowiedzialne prawo i poszanowanie godności człowieka.

Przedsiębiorca, urzędnik i minister potwierdzają odpowiedzialność za wspólnotę sposobem wykonywania powierzonych im zadań. Uczciwie rozliczona praca albo sprawa petenta załatwiona bez upokorzenia mają dla zainteresowanego człowieka bardzo wymierną wartość. Od władzy należy więc wymagać podobnej konkretności: wskazania, jak jej decyzje poprawiają warunki życia poszczególnych rodzin, podnoszą bezpieczeństwo i wzmacniają zdolność kraju do samodzielnego działania.

Solidarność wymaga też namysłu nad rozłożeniem ciężarów. Łatwo bowiem żądać wyrzeczeń od ludzi, którzy nie mają wpływu na podejmowane decyzje. Znacznie trudniej zacząć od ograniczenia własnego przywileju. Gotowość do takiej próby mówi o patriotyzmie więcej niż starannie dobrany repertuar uroczystych słów.

Ojczyzna ważniejsza od partii

Polityka jest jednym z narzędzi troski o dobro wspólne. Staje się jednak jej zaprzeczeniem, gdy interes organizacji zajmuje miejsce interesu państwa. Od tej chwili miarą decyzji przestaje być jej skutek dla Polski, a staje się korzyść w partyjnej rywalizacji.

Patriota ma prawo do wyrazistych przekonań i zdecydowanego ich wyrażania. Powinien zarazem zachować zdolność do refleksji nad własnymi poczynaniami. Jeżeli marnotrawstwo oburza nas tylko wtedy, gdy dopuszczają się go przeciwnicy polityczni, to bronimy tylko własnych barw klubowych. Państwo traci przecież te same pieniądze niezależnie od tego, czy nadużycia popełnił ktoś nam politycznie bliski, czy całkowicie obcy.

W tym miejscu przydaje się pojęcie polskiej racji stanu: trwałego i niezbywalnego interesu państwa, którego nie wolno uzależniać od aktualnego układu na scenie politycznej. Pozwala ono pytać, co pozostanie po kampanii wyborczej. Czy zachowamy kompetentne kadry, działającą infrastrukturę i zaufanie do procedur? Czy może jedynie rachunek do zapłacenia i kolejną grupę uprzywilejowanych?

W polityce, tak jak w prywatnym życiu, ważną sprawą jest dochowanie lojalności swoim bliskim i wspólnocie narodowej. Dlatego warto pamiętać o nauce przekazanej nam przez Romana Dmowskiego, który głosił: „Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka. Bo im szersza strona mego ducha żyje życiem zbiorowym narodu, tym jest mi ono droższe, tym większą ma ono dla mnie cenę i tym silniejszą czuję potrzebę dbania o jego całość i rozwój”.

Codzienność potrzebuje wskazania kierunku

Rozumienie patriotyzmu jako codziennej odpowiedzialności za dobro wspólne nie powinno prowadzić do jego całkowitego odpolitycznienia. Uczciwa praca jest konieczna, lecz nie zwalnia nas z obowiązku zajmowania się sprawami suwerenności, bezpieczeństwa i interesu państwa, które jest naszą własnością. Można przecież bardzo sumiennie wykonywać prywatne obowiązki, a jednocześnie nie zauważać, że wspólnota narodowa traci możliwość decydowania o sprawach dla niej zasadniczych.

Dlatego warto łączyć dwa porządki działania. Pierwszy jest bliski: wychowanie dzieci, pomoc sąsiadowi, pielęgnowanie ojczystego języka, udział w życiu społecznym. Drugi dotyczy państwa: rozumienia jego decyzji, kontrolowania władzy, udziału w debacie i obrony interesu narodowego. Bez pierwszego wielkie słowa tracą wiarygodność. Bez drugiego rozproszony wysiłek może nie wystarczyć wobec problemów wymagających działania całej wspólnoty.

Także patriotyzm gospodarczy wymaga czegoś więcej niż odruchowego wyboru produktu z odpowiednią etykietą. Sens ma rozwijanie krajowych kompetencji, uczciwe płacenie dostawcom, kształcenie fachowców i tworzenie warunków, w których rodzimy zakład może planować pracę na lata. Symbol na opakowaniu powinien skłaniać do zainteresowania się tym, gdzie rzeczywiście powstaje dana wartość i kto ponosi odpowiedzialność za wytwarzających ją ludzi.

Co przekażemy dalej?

Józef M. Bocheński słusznie stwierdził, że: „Patriotyzm ma przede wszystkim siedzibę nie w uczuciu, ale w woli: jest pewną sprawnością woli, pozwalającą na energiczne i stosunkowo łatwe pełnienie obowiązku wobec Ojczyzny. […] Nie ten więc jest dobrym patriotą, kto ma najgorętsze uczucia patriotyczne, ale ten, kto potrafi najlepiej swój obowiązek patriotyczny spełnić, innymi słowami – ten, kto ma najsilniejszą po temu wolę. […] Należy pamiętać, że nabywanie wiedzy, bogacenie wyobraźni, a nawet wychowanie uczuć jest tylko środkiem do właściwego celu, którym jest wychowanie samego patriotyzmu, mającego siedzibę w woli. Nie ten jest bowiem patriotą, kto umie rozczulać się patriotycznie, ale zawodzi, gdy chodzi o pełnienie patriotycznego obowiązku, lecz ten, kto posiada wolę usprawnioną do zgodnego z tym obowiązkiem czynu. Główny nacisk musi więc być położony w wychowaniu patriotycznym na czyn i na wolę tego czynu”.

Idea patriotyzmu nabiera powagi dopiero wtedy, gdy przyszłe pokolenia przestają być jedynie ozdobnikiem w przemówieniu państwowych dygnitarzy. Cenną radę w tym zakresie pozostawił nam w spadku kanclerz Jan Zamoyski, który stwierdził, że „takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Dlatego trzeba zadać sobie pytania: czy polskie dzieci otrzymują język pozwalający trafnie zdefiniować swoją tożsamość, szkołę wymagającą wysiłku i uczącą szacunku do Ojczyzny, dostęp do narodowej kultury i państwo zdolne zapewniać im bezpieczeństwo? Czy odziedziczą po nas dorobek, który będzie można rozwijać, czy jedynie wspomnienie o tym, że kiedyś mieliśmy wielkie ambicje, ale nam nie wyszło?

Patriotyzm w Polsce będzie żywy tak długo, jak długo będą znajdować się ludzie gotowi udzielać na te pytania odpowiedzi własnym czynem. Uroczyste obchody i wzniosłe przemówienia mogą przypominać nam o obowiązkach wobec wspólnoty narodowej, ale wykonywać je musimy w codziennym życiu. Pamiętając przy tym, że: „Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy”…

 

 

 

POZOSTAŁE POSTY

publicystyka

Upadek warchoła

Jesteśmy świadkami spektakularnego upadku Michała Kołodziejczaka, wiceministra rolnictwa i warchoła, który jeszcze do niedawna siał niemały zamęt na krajowej scenie politycznej. I trzeba przyznać,

Czytaj więcej »