Przebieg kampanii wyborczej i wyniki wyborów parlamentarnych w 2011 roku, jednych zniesmaczyły, drugich przeraziły, innych znowu pobudziły do pogłębionej refleksji nad stanem polskiej polityki. Dlatego zadajemy sobie coraz częściej pytanie: W jakim miejscu znajduje się Polska? Myślę, że powoli dociera do świadomości współobywateli „ukryta” dotychczas przed nimi prawda o naszej politycznej rzeczywistości, w której nie brakuje ostrych konfliktów, egoizmów partyjnych, oszustw i niegodziwości. Mamy już dość tych wszystkich festiwali niespełnionych obietnic i pustosłowia sloganów, którymi karmią nas rządzący, przeświadczeni o tym, że „ciemny lud wszystko kupi”. Jednak w obliczu narastającego kryzysu gospodarczego musimy sobie zdać sprawę, że mogą się nie spełnić nasze tęsknoty za uczciwą i konstruktywną polityką, ponieważ poczynania zwycięskiej koalicji PO-PSL świadczą raczej o tym, że w dobie pogłębiających się problemów społecznych zaserwuje ona Polakom „igrzyska zamiast chleba”. Najświeższym tego przykładem jest sprowokowana ogólnonarodowa dyskusja wokół skandalu wywołanego przez PZPN, który zastąpił na strojach piłkarzy reprezentacji narodowej białego orła jakimś dziwacznym „piłko-ptakiem”. W oparach podobnych absurdów giną oczywiście naprawdę istotne sprawy, a rząd z łatwością może ukryć swoją ignorancję, popełniane błędy i brak wizji przyszłości kraju.
W razie problemów Donald Tusk może liczyć na pomoc niedawnego kolegi partyjnego Janusza Palikota, który wprowadził do sejmu całkiem sporą reprezentację cudaków. Nie można nie zauważyć, że od czasu jak hermafrodyci, transseksualiści i różnego rodzaju odmieńcy zapełnili w dużej liczbie ławy sejmowe, to zaostrzyła się nietolerancja oraz światopoglądowa ofensywa środowisk lewackich i tzw. „postępowców”, którzy dążą do obalenia starego porządku. Ta sytuacja, słusznie oburzająca większość normalnych ludzi, nie zaczęła się od Ruchu Palikota i jego sukcesu wyborczego, który był możliwy dzięki wcześniejszej aktywności licznej rzeszy skandalistów i obrazoburców przygotowujących grunt pod nadejście tego cyrku. Chuligańskie ekscesy na Krakowskim Przedmieściu, skandaliczne zachowania „artystów” wieszających genitalia na krzyżu i publicznie drących Pismo Święte oraz nieadekwatne reakcje wymiaru sprawiedliwości, hierarchii kościelnej i opinii publicznej, znieczuliły wrażliwość Polaków na potrzebę obrony tradycyjnych wartości, na których przecież zbudowane jest nasze państwo. Dzisiaj hunwejbini Palikota domagają się wyrugowania krzyża z przestrzeni publicznej, legalizacji narkotyków i wszelkich sprośnych praktyk, a ostatnio ogłosili chęć zalegalizowania sutenerstwa. Podpierają się przy tym wyświechtanym argumentem o standardach europejskich, które jakoby nakazywały zniszczenie obowiązującej moralności i zastąpienie jej dzikim rozpasaniem. Jeśli tak ma wyglądać przyszłość Europy pod rządami unijnych fanatyków, to czym prędzej podziękujmy im za to i przegońmy ich do Brukseli.
Zmasowany atak tych nikczemnych kanalii na nasze uświęcone tradycje i wartości przypomina wściekły terror z lat rewolucji „kulturalnej” Mao Tse-tunga w Chinach, gdzie pod podobnymi hasłami zniszczenia „burżuazyjnych” przeżytków i wychowania „nowego człowieka” poddano prześladowaniom wielkie rzesze ludzi. Co prawda, u nas obyło się na razie bez śmiertelnych ofiar, ale atmosfera, jako żywo przypomina tamte wydarzenia. Palikot bez cienia wstydu i refleksji głosi postulat budowy „nowoczesnej” Polski, w której ma zabraknąć miejsca dla wszystkiego, co drażni jego kamratów, a co tak naprawdę stanowi właściwą treść polskości. Jak się dokładnie przyjrzeć rodowodowi i poczynaniom tego hipokryty, można łatwo dostrzec analogie do wspomnianych wydarzeń. Choćby taką, że rozpętana w Chinach rewolucja miała na celu pozbycie się przez przewodniczącego Mao partyjnych rywali oraz odwrócenie uwagi społeczeństwa od fiaska tzw. Wielkiego Skoku, zakładającego forsowną industrializację Państwa Środka. Napawa mnie obrzydzeniem myśl, że słabnący premier Tusk, mógłby posunąć się do tego, aby kłopoty i porażki swojego rządu w dziedzinie gospodarczej przykrywać takimi niegodziwymi posunięciami. Jednak wiele wskazuje na to, że Palikot i jego hunwejbini spełniają właśnie taką rolę.
Nadszedł więc czas refleksji, bowiem jesteśmy już w takim miejscu, że jeśli cofniemy się przed tym podłym szantażem, to stracimy coś najcenniejszego w naszym życiu, mianowicie poczucie godności i wolność osobistą, a tolerancji będą nas wtedy uczyć lewacy przy pomocy niemieckich anarchistów. Nie możemy do tego dopuścić, dlatego musimy zmobilizować wszystkie zdrowe siły narodu do walki o zapewnienie w życiu społecznym prymatu normalności nad zepsuciem moralnym i anarchią.
Artykuł ukazał się w piśmie „Polski Szaniec”, nr 4/2011, s. 2.


