Radykalizm to pojęcie wieloznaczne i nadużywane przez różnorodne środowiska, które często nie mają ze sobą nic wspólnego. Co więc łączy ludzi, którzy deklarują się w sferze działań społeczno-politycznych jako radykałowie? Raczej nic szczególnego, no może poza chęcią przeprowadzenia rewolucyjnych zmian w naszym dotychczasowym życiu publicznym. Choć trzeba przyznać, że hunwejbini od Palikota nie ograniczają się tylko do tej sfery ludzkiej aktywności, ale dążą również do przeprowadzenia rewolucji obyczajowej, która w ich przekonaniu ma wyrwać przeciętnego Polaka z opłotków „ciemnogrodu”. Nie będę się jednak dłużej zatrzymywał przy gabinecie osobliwości, jakim jest zbiór wszelakiej maści oszołomów i cudaków zapełniających szeregi lewackich ugrupowań. Chciałbym natomiast poświęcić nieco więcej uwagi radykalizmowi prezentowanemu przez bliższą mi prawą stronę sceny politycznej.
Przyznać muszę, że mam niemały kłopot z tym, aby poprawnie zdefiniować radykalizm dzisiejszych ugrupowań prawicowych. Bo czym miałby się on charakteryzować? Wiele środowisk deklaruje się jako organizacje radykalne, ale gdy przyjrzymy się im bliżej, to nie dostrzeżemy w ich działaniu zbyt wielu oznak radykalizmu programowego, ani tym bardziej radykalnego czynu. Nie wystarczy bowiem nazwać się taką organizacją, aby dumnie kroczyć pod sztandarem radykalizmu. Takie postępowanie, w połączeniu z wygłaszanymi często przez liderów tych ugrupowań poglądami na sprawy społeczno-gospodarcze, których nie powstydziliby się epigoni współczesnego liberalizmu, budzi u wielu ludzi głębokie wątpliwości, co do ich prawdziwych intencji. Nie powinno się również nazywać radykalizmem obrony uświęconego wielowiekową tradycją modelu życia rodzinnego i naszej obyczajowości zagrożonych właśnie przez lewicowych radykałów. Postawa ta bardziej koresponduje z poglądami prezentowanymi przez konserwatystów i wiąże się z chęcią zachowania stanu normalności oraz z odrzuceniem wszelkich niezgodnych z naszą etyką i moralnością nowinek obyczajowych. Przywiązanie do tradycjonalizmu nie uczyni z nikogo radykała, choćby bohatersko odpierał wściekłe ataki lewaków na „okopy Świętej Trójcy”. Tym bardziej nie przyczyni się do tego wygłaszanie prawd objawionych na temat „zbawiennej” roli wolnego rynku w gospodarce. Cóż więc powinno charakteryzować dzisiejszego prawicowego, czy jak kto woli narodowego radykała?
Ano przede wszystkim poprawne zdefiniowanie celu prowadzonej polityki. Dla większości przedstawicieli dzisiejszego systemu najważniejszą sprawą jest dbanie wyłącznie o własne interesy oraz realizacja unijnych dyrektyw, które prowadzą wprost do likwidacji podstaw polskiej państwowości. Politycy głównego nurtu nie przejmują się wcale zapaścią naszego państwa i pogłębiającą się nędzą narodu, a wrażenie robią na nich jedynie słupki sondażowe, którymi z wielką biegłością manipulują. Jeśli więc normą w postępowaniu rządzących jest zdrada narodowych interesów i pławienie się w luksusie na koszt podatników, to radykalizmem w wydaniu ugrupowań narodowych i patriotycznych powinna być bezpardonowa walka z tymi patologiami. Systemu, którego podstawą jest pogarda dla własnych obywateli i służalcza uległość wobec obcych wpływów, nie da się zreformować. Można go jedynie obalić i na jego gruzach stworzyć podwaliny nowego i bardziej sprawiedliwego ładu społecznego. Dlatego w dzisiejszych czasach cechą charakterystyczną narodowego radykalizmu powinna być konsekwentna obrona polskich interesów narodowych i suwerenności naszego państwa oraz zdecydowane odrzucenie modnych obecnie, ale niezwykle zgubnych dla naszej przyszłości trendów liberalnych.
Solidaryzm nakładający obowiązek dbania o byt całej wspólnoty narodowej, a nie tylko warstw uprzywilejowanych oraz patriotyzm prezentowany na wszystkich płaszczyznach życia państwowego, to są dwa mocne filary narodowego radykalizmu. Ludzie zaś, którzy w swoim działaniu odrzucają te zasady nie mogą nazywać siebie narodowymi radykałami. Jeśli bowiem poświęcają dobro narodu na rzecz idei, co prawda modnych, ale nieprzystających do warunków naszego życia, nie wykazują właściwej dla narodowców wrażliwości społecznej i drżą przed gniewem brukselskich biurokratów, to ich narodowy radykalizm pozostaje tylko w sferze oralno-werbalnych deklaracji nie mających pokrycia w rzeczywistości. Jestem przekonany o tym, że obóz narodowy może odegrać ważną, wręcz epokową rolę. Jednak pod warunkiem, że wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom narodu, które będą miały odzwierciedlenie w jego radykalnym programie, zakładającym głęboką przebudowę naszego życia społecznego oraz w działaniu prowadzącym konsekwentnie do zniszczenia panującego układu politycznego, którego podstawę stanowi zgnilizna moralna i brak jakiegokolwiek poczucia odpowiedzialności za przyszłość Polski i Polaków.
Artykuł ukazał się w piśmie „Polski Szaniec”, nr 2/2013, s. 2.


