Wróg u bram!
Czytaj artykuł
Previous
Next
Ministerstwo narodowego wstydu!

Do rozpoczęcia Mistrzostw Europy w piłce nożnej pozostało już tylko parę miesięcy, a tymczasem doszło do kolejnego skandalu, którego głównym sprawcą jest Ministerstwo Sportu, kierowane przez ulubienicę premiera Tuska – Joannę Muchę. Pani minister zarządziła niedawno uroczyste otwarcie Stadionu Narodowego w Warszawie, czemu towarzyszyła wielka pompa i jeszcze większe wydatki związane z artystyczną oprawą tego wydarzenia. Nie mogło tam przecież zabraknąć spektakularnych fajerwerków i innych dziwów, były achy i ochy, tysiące zwiedzających arenę przyszłych zmagań, szumne zapowiedzi i oczywiście sowicie rozdzielane premie dla budowniczych, którzy podobno wywiązali się ze swojego zadania.

Jednak, jak to w życiu bywa, misternie sklecony plan rozsypał się nagle, jak przysłowiowy domek z kart. Nieuzasadnionej euforii położyła kres odmowna decyzja policji, która w związku z licznymi niedociągnięciami nie zezwoliła na rozegranie meczu o Superpuchar, pomiędzy drużynami Legii i Wisły. Stadion Narodowy, ku zgorszeniu rodaków, pozostał więc nadal obiektem, na którym (do połowy lutego 2012 roku) nie rozegrano żadnego meczu piłkarskiego i może nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie dotychczasowe przeboje z budową i wykończeniem naszych aren piłkarskich. Mamy bowiem do czynienia, w przypadku polskich stadionów, z całą serią niepowodzeń i falstartów.

Kłopoty zaczęły się już w chwili rozpoczęcia ich budowy, a towarzyszą im aż do momentu otwarcia. Liczne problemy techniczne, których nie przewidzieli konstruktorzy i zwykłe partactwo wykonawców, machlojki firm odpowiedzialnych za budowę i niedbalstwo instytucji nadzorujących, to zasadnicze przyczyny niepowodzeń. W konsekwencji odwołana impreza na Narodowym nie jest pierwszym tego typu przypadkiem, bo spotkało to już wcześniej stadiony w Gdańsku i Poznaniu, a warszawski jest niechlubnym rekordzistą, ponieważ jest to jego druga wpadka. Dochodzi do tego jeszcze podstawowa kwestia, którą jest zbyt wysoki koszt budowy naszych stadionów, znacznie przekraczający wcześniejsze założenia finansowe. Stadion Narodowy miał kosztować ok. 650 mln zł, a cały kompleks Narodowego Centrum Sportu wyliczono na 1,25 mld zł. Jednak okazało się, że tylko na sam stadion trzeba będzie wyłożyć blisko 2 mld zł. Widać więc, że będzie on znacznie droższy niż pierwotnie oceniano, jak prawie wszystkie inwestycje w Polsce. Dotyczy to również innych aren budowanych na Euro 2012, ponieważ wyliczono, że koszt budowy obiektu we Wrocławiu wzrósł „tylko” o 339 mln zł, w Gdańsku o 194 mln zł, a w Poznaniu o 22,5 mln zł. Dla porównania przytoczę, że monachijska Allianz Arena ukończona w 2005 roku, na której odbywały się mecze Mistrzostw Świata w 2006 roku, kosztowała ok. 1,3 mld zł, przy czym mieści ona więcej widzów (ok. 70 tys.) niż Stadion Narodowy (58 tys.). Nawiasem mówiąc, ciekaw jestem, czy wyliczenia kosztów budowy i wyposażenia naszych stadionów są już ostateczne?

Polaków najbardziej zbulwersowała wiadomość o tym, że za „dobrze” wykonaną pracę, kierownictwa NCS i PL.2012, na podstawie zawartych z nimi kontraktów menedżerskich, miały otrzymać wielomilionowe premie, z których tylko prezes Narodowego Centrum Sportu Rafał Kapler miał zainkasować 570 tys. zł. W końcu pod naciskiem opinii publicznej wstrzymano wypłaty, ale pozostał absmak oraz niepokojące przeświadczenie, że rządzą nami kanciarze i pospolici durnie, którzy myślą, że mogą zrobić wszystko, co im się podoba, a „ciemny lud” i tak to kupi, byle tylko wcisnąć mu właściwy kit.

Nad Ministerstwem Sportu od wielu lat wisi jakieś swoiste fatum, a jego kierownicy nie po raz pierwszy byli bohaterami skandali. To na czele tego resortu stali ministrowie: Tomasz Lipiec (PiS) – zatrzymany przez CBA za łapownictwo i Mirosław Drzewiecki (PO) – jeden z głównych podejrzanych w tzw. aferze hazardowej. Jednak obecnie największą uwagę przyciągają kolejne wybryki pani Muchy, która daje żenujący pokaz niekompetencji i braku orientacji w podstawowych sprawach związanych ze sportem, z niemałą trudnością odróżniając piłkę nożną od ręcznej. Jej wizerunku nie poprawia także polityka kadrowa, ponieważ nie liczą się dla niej kompetencje, ale kumoterstwo, czego przykładem stało się mianowanie na wicedyrektora Centralnego Ośrodka Sportu właściciela zakładu fryzjerskiego, u którego czesze się pani minister. Wobec powyższego nie można być zupełnie spokojnym o stan przygotowań do czekającej nas wielkiej imprezy sportowej, która, miejmy nadzieję, że nie zakończy się dla Polski kompletnym blamażem. Czas ucieka, a do Euro 2012 coraz bliżej…

Artykuł ukazał się w piśmie „Polski Szaniec”, nr 1/2012, s. 2.

POZOSTAŁE POSTY

publicystyka

Upadek warchoła

Jesteśmy świadkami spektakularnego upadku Michała Kołodziejczaka, wiceministra rolnictwa i warchoła, który jeszcze do niedawna siał niemały zamęt na krajowej scenie politycznej. I trzeba przyznać,

Czytaj więcej »