Wróg u bram!
Czytaj artykuł
Previous
Next
Stwórzmy wreszcie Polski Obóz Narodowy

W krajowej polityce istnieje od wielu lat stan nierównowagi, w którym mamy do czynienia z nadreprezentacją ugrupowań kosmopolitycznych, postkomunistycznych i takich, które zazwyczaj dbają tylko o wąskie interesy partyjnych koterii, z czasem przeradzających się w układy mafijne. Natomiast ugrupowania narodowe i patriotyczne reprezentowane są w sposób śladowy lub w ogóle zepchnięte zostały na margines życia politycznego. Nawet nielicznym patriotom, którzy, z takich czy innych przyczyn znaleźli się w partiach z gruntu niepatriotycznych, trudno jest głosić swoje poglądy, a jeszcze trudniej jest pracować dla dobra Polski, w zgodzie ze swoim sumieniem i przekonaniami.

Probierzem w tym przypadku jest stosunek klasy politycznej do Unii Europejskiej i do udziału w niej naszego kraju. W polskim parlamencie nie ma obecnie żadnego ugrupowania, które można by nazwać choćby eurosceptycznym, a o przeciwników obecności Polski w Unii nie ma co pytać przy Wiejskiej, bo ich tam zupełnie brakuje. Pod presją medialnej propagandy i wszechobecnej poprawności politycznej kształtuje się zastępy politykierów pozbawionych kręgosłupa moralnego i jakiejkolwiek wizji rozwoju Polski. Dla nich przyszłość naszego kraju kończy się na progu brukselskiego salonu, a po przekroczeniu go nie ma miejsca na narodowe interesy czy sentymenty, jest tylko brutalny dyktat polityczny i ekonomiczny. Na osłodę dla tych, których gryzłoby sumienie są tysiące lukratywnych posad i uznanie ze strony salonowego towarzystwa, otwierające drogę do kariery, o jakiej nad Wisłą mogliby tylko pomarzyć. Jakże to bardzo przypomina kolaborację magnackiej oligarchii z zaborcami, która w efekcie doprowadziła do zdrady targowickiej i likwidacji naszego państwa. Czy też umizgi do zaborców ze strony wszelakiej maści ugodowców, którzy dla zaspokojenia ambicji i podreperowania prywatnych finansów gotowi byli wyrzec się polskości. Czy wreszcie udział tysięcy czerwonych towarzyszy w procesie zniewalania Polski przez okupanta sowieckiego.

Nie może być zresztą inaczej, skoro większość tzw. klasy politycznej, to ludzie wywodzący się z dawnego reżimu komunistycznego lub opozycji koncesjonowanej, w której szeregach pomimo ułomności procesu lustracyjnego znaleziono już tylu agentów dawnych służb, że nasuwa się pytanie: Czy oni byli opozycją, czy też ją tylko udawali? Porozumienie zawarte przy Okrągłym Stole, które legło u podstaw III Rzeczypospolitej, stworzyło dogodne warunki do powstania patologicznego układu, w którego ramach towarzysze i funkcjonariusze reżimowi uzyskali całkowitą swobodę w grabieży majątku narodowego i gwarancję bezkarności za przestępstwa popełnione w czasach PRL-u oraz za kolaborację z Kremlem. Taka postawa „nowej władzy” umożliwiła komunistom już po kilku latach powrót do rządów i wybór na dwie kadencje prezydenckie Kwaśniewskiego, co dało nowy impuls do rozkwitu mafijnych interesów. Dzisiaj pokolenie dzieci rękodzielników okrągłostołowych robi oszałamiające kariery, pławi się w luksusie i uważa się za „elitę” odrodzonej Rzeczypospolitej.

Tymczasem ofiary czerwonego reżimu z trudem wiążą koniec z końcem. Dawni oprawcy bezkarnie dożywają starości i śmieją się ze swoich ofiar, a gdy ktoś sprawiedliwy chce odebrać im wysokie emerytury lub inne nienależne przywileje, to podnosi się wielki krzyk. W ich obronie oprócz tradycyjnie przychylnej im „Gazety Wyborczej”, stają również „niekwestionowane autorytety”, jak choćby Lech Wałęsa, który ostatnio rozgrzeszał w sądzie Jaruzelskiego za strzelanie do stoczniowców na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Co za hańba!

I to właśnie jest druga zasadnicza kwestia, która odróżnia patriotów od politycznych kuglarzy, którym życie upłynęło na podlizywaniu się i wysługiwaniu obcym ośrodkom decyzyjnym. Patrioci inaczej oceniają naszą przeszłość. W przeciwieństwie do uczestników zmowy okrągłostołowej nie widzą w niej nic, z czego można być dumnym, natomiast zauważają negatywne konsekwencje tego brudnego układu. Polska w chwili upadku systemu komunistycznego była w lepszej sytuacji wewnętrznej i międzynarodowej niż w 1918 roku. Posiadaliśmy zwarte terytorium i zintegrowane państwo, znaczny potencjał gospodarczy i życzliwość zachodniego świata, wielkie nadzieje i chęci do pracy. To dlaczego nie wyszło?

W 2009 roku minie 20 lat od rzekomego upadku komuny, to tyle ile trwał niepodległy byt II Rzeczypospolitej, ale porównanie dokonań obu okresów wypada zdecydowanie na niekorzyść III Rzeczypospolitej. Pomimo znaczącego potencjału i nieporównywalnie większych możliwości, dwudziestoletni okres, w którym przyszło nam żyć, został całkowicie zmarnowany. W okresie międzywojennym scalono państwo z trzech zaborów, zunifikowano systemy prawne i ekonomiczne, dokonano wielkich inwestycji, np. zbudowanie od podstaw portu i miasta Gdyni oraz Centralnego Okręgu Przemysłowego. Pomimo tysięcznych problemów odbudowano państwo, z którego my dzisiaj możemy być dumni. Natomiast w ostatnich latach nie wybudowano w Polsce niczego na miarę tamtych osiągnięć. Wprost przeciwnie, rozkradziono i wyprzedano za bezcen w obce ręce majątek narodowy, zniszczono przemysł i handel, uzależniono Polskę od obcych wpływów i co najgorsze umocniono pozycje politycznych mafii, wywodzących się zazwyczaj z dawnego reżimu. W 1918 roku nową Polskę tworzyli żołnierze na polach bitew i wybitni mężowie stanu urządzający państwo i negocjujący z mocarstwami jak najlepsze warunki jego istnienia. Tymczasem grzechem pierworodnym III Rzeczypospolitej stało się to, że tworzyli ją ludzie skompromitowani, moskiewskie sługusy i wszelakiej maści agentura. Po latach można stwierdzić, że zamiast tworzyć, to niszczyli wszystko, co tylko się dało. Zmarnowali 20 lat rządów, okradli państwo i naród z jego majątku, przyczynili się do dominacji zagranicznego kapitału w Polsce i uzależnili kraj od obcych ośrodków decyzyjnych. To aż nadto, aby stanęli przed sądem i wystarczająco dużo, aby trafili na szafot.

Dlatego dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek wcześniej można dostrzec pilną potrzebę odbudowy w naszym kraju ruchu narodowo-patriotycznego. Ruchu narodowego – szczerze i autentycznie polskiego, którego podstawę stanowić będą ludzie swoimi korzeniami mocno wrośnięci w naszą polską glebę, czujący i myślący po polsku. Ruchu patriotycznego – złożonego z ludzi, którzy bez względu na zmieniające się trendy i aktualny układ sił w polityce, będą zawsze bronić polskich interesów narodowych i suwerenności państwa. Ludzi, którzy miłując Ojczyznę i tradycyjne polskie wartości, będą w stanie przeciwstawić się kosmopolitycznemu obozowi zdrady narodowej dążącemu do demontażu struktur polskiej państwowości.

W budowie nowej formacji narodowej powinni wziąć udział tylko działacze sprawdzeni w dotychczasowej walce politycznej, którzy swoją postawą zaświadczyli o wierności ideałom patriotycznym. Nowy ruch powinni tworzyć ludzie bezkompromisowi w obronie narodowych interesów i przedkładający przyszłość Ojczyzny ponad własną karierę. Pamiętać przy tym należy o wcześniejszych doświadczeniach i zawczasu eliminować osobników skompromitowanych, którzy włączają się w działalność, tylko po to, aby niszczyć i dezintegrować środowiska patriotyczne. Podstawą porozumienia musi być zbieżność poglądów i programów, a nie doraźna koniunktura. Jedynie przez odrzucenie prywaty i ciasnego partyjniactwa będzie można zbudować zjednoczoną formację narodową, która zagospodaruje prawą stronę sceny politycznej i uzyska poparcie znaczącego elektoratu.

Nadchodzi czas próby dla wszystkich ludzi polityki, którzy myślą i czują po polsku, czas pracy i dużego wysiłku, czas refleksji nad własnym udziałem w polskim życiu politycznym. Mam nadzieję, że starczy nam wszystkim odwagi i dojrzałości, aby stworzyć od podstaw obóz narodowy, który nie tylko uzyska należne mu miejsce na krajowej scenie politycznej, ale również przyczyni się do uwolnienia Polski od obcej dominacji i rządów partyjnych mafii. Nie ma już miejsca na jałowe dywagacje, osobiste animozje i ambicjonalne przepychanki. Czas zakasać rękawy i wziąć się do pracy, bo Polacy oczekują od nas dojrzałości politycznej i odpowiedzialności. Nie ma alternatywy dla proponowanych działań. Wszystko, co nie wpisuje się w potrzebę jednoczenia naszych wysiłków pozostanie tylko oszołomstwem i politycznym onanizmem.

Artykuł ukazał się w piśmie „Polski Szaniec”, nr 1/2008, s. 8-9.

POZOSTAŁE POSTY

publicystyka

Upadek warchoła

Jesteśmy świadkami spektakularnego upadku Michała Kołodziejczaka, wiceministra rolnictwa i warchoła, który jeszcze do niedawna siał niemały zamęt na krajowej scenie politycznej. I trzeba przyznać,

Czytaj więcej »