Wróg u bram!
Czytaj artykuł
Previous
Next
Kręte ścieżki narodowców…

Jeśli się dobrze przypatrzymy, to z pewnością dojdziemy do wniosku, że w Polsce nie brakuje ludzi o przekonaniach narodowych, a organizacje odwołujące się do rodowodu endeckiego wyrastają jak przysłowiowe „grzyby po deszczu”. Ale cóż z tego, skoro od początku istnienia III RP, nie powstał zwarty i silny obóz narodowy, który byłby wyrazicielem i reprezentantem poglądów wcale niemałej części naszego narodu. Do tej pory mamy do czynienia z rozproszoną mozaiką ugrupowań i środowisk, które rywalizują ze sobą o prymat, na tzw. scenie narodowej i licytują się bez końca o to, kto jest bardziej endecki lub narodowo-radykalny. To niedojrzałe zachowanie z jednej strony niepotrzebnie marnuje energię wielu zdolnych działaczy, którzy spalają się w jałowych dyskusjach i ciągłej rywalizacji, a z drugiej niezmiernie raduje naszych przeciwników ideowych, którzy lękają się tego, że z chaosu panującego od wielu lat po prawej stronie sceny politycznej wyłoni się wreszcie zjednoczony front narodowy.

Potrzeby stworzenia takiej formuły, która jednoczyłaby rozproszone wysiłki i potencjał narodowców, nikt rozsądny nie jest w stanie zakwestionować. Ale czy jest to możliwe do zrealizowania? Zagadnienie odbudowy obozu narodowego w Polsce, od wielu lat budzi prawdziwą troskę u ludzi dobrej woli i szczerych intencji. Jednak rozliczne próby podejmowane przez nich rozbijały się często o powszechne w naszym życiu publicznym zjawiska: koniunkturalizm, głupotę i nadmiernie wybujały indywidualizm. Poza tym obóz narodowy przeżywa głęboki kryzys programowy, ma też poważny problem z brakiem odpowiedniego przywódcy i skutecznej strategii politycznej.

W kwestii programu narodowcy do tej pory zbyt mocno tkwili w oparach absurdu, aby z dnia na dzień mogli sformułować takie postulaty, które będą w całej pełni odpowiadać żywotnym potrzebom narodu i zapewnią trwałe poparcie szerokich rzesz Polaków. Z jednej strony przez dziesięciolecia ulegali talmudycznemu podejściu do ideologii narodowej, przed czym tak bardzo przestrzegał Dmowski. Skutkowało to bowiem zatrzymaniem jej rozwoju na etapie dorobku dwudziestolecia międzywojennego i brakiem nowych, godnych uwagi koncepcji oraz podsycaniem dawno przebrzmiałego antagonizmu występującego w czasach II RP pomiędzy narodowcami a piłsudczykami. Niestety, takie anachroniczne podejście zauważalne jest również w dobie obecnej i powoduje niemałe straty dla naszego obozu oraz skazuje go na izolację od pozostałych ugrupowań prawicowych. Z drugiej zaś narodowcy zbyt często w poszukiwaniu ideowego natchnienia rzucali się ze skrajności w skrajność, próbując zaadoptować lub pogodzić z ideą narodową materialistyczne poglądy głoszone przez liberałów lub socjalistów. Idąc za modą i zapominając o prawdziwej istocie przyświecających nam idei oraz o naukach twórcy nowoczesnego polskiego nacjonalizmu Romana Dmowskiego, zwyczajnie się zagubili…

Jeszcze gorzej przedstawia się sprawa politycznego przywództwa, bowiem nie widać godnego uwagi kandydata, który mógłby poprowadzić do zwycięstwa przyszłe zjednoczone zastępy narodowców. A jak ważną kwestią jest posiadanie odpowiedniego lidera, dowodzi tego doświadczenie i historia większości ugrupowań politycznych w Polsce. Kiepsko wygląda również dotychczasowa strategia polityczna. Do tej pory narodowcy zbyt często gubili się w gąszczu politycznych intryg lub angażowali się w przeróżne karkołomne projekty, takie jak próba stworzenia międzynarodówki nacjonalistycznej w postaci paneuropejskiego Libertasu lub włączenie się w budowę na wskroś liberalnego Kongresu Nowej Prawicy pod wodzą JKM. A tymczasem zamieszanie panujące w szeregach narodowców wykorzystują ich antagoniści, jak chociażby ujawniona niedawno „narodowa frakcja kotylionowa”, utworzona pod auspicjami (p)rezydenta Komorowskiego, z którym 11 listopada, w jednym szeregu, dumnie kroczyli byli aktywiści PiS-u i Roman Giertych, niegdysiejszy „lider” prawie narodowego LPR-u.

Jakie jest więc rozwiązanie? Przede wszystkim należy wypracować właściwy program polityczny, który odpowiadałby aktualnym potrzebom narodu, w zakresie realizacji jego słusznych postulatów ekonomicznych i socjalnych, a także dawałby nadzieję na rozwiązanie fundamentalnych zagadnień bytu państwowego i suwerenności naszego kraju oraz zapewnienia Polsce godnego miejsca na arenie międzynarodowej. Trzeba przy tym sięgnąć do wielkiego dorobku myśli politycznej obozu narodowego oraz społecznej nauki Kościoła. Należy także powrócić do koncepcji poszukiwania alternatywnej drogi pomiędzy socjalizmem i kapitalizmem oraz zarzucić próby dostosowywania ich głównych założeń do ideologii narodowej, bowiem pasują one do naszego obozu jak „siodło do krowy”.

Pewien optymizm mogą budzić nowe inicjatywy rodzące się w łonie obozu narodowego, jak chociażby projekt powstający wokół organizatorów Marszu Niepodległości, którym oczywiście kibicuję. Jednak jest jeszcze za wcześnie i za mało mamy informacji na temat przyszłego kształtu tego ugrupowania i jego programu, aby można było przesądzać o możliwym sukcesie. Mam tylko nadzieję, że jego inicjatorzy nie popełnią tych samych błędów, co ich poprzednicy i nie zmarnują szansy na powołanie szerokiego oraz zjednoczonego frontu narodowego w Polsce.

Artykuł ukazał się w piśmie „Polski Szaniec”, nr 1/2013, s. 2.

POZOSTAŁE POSTY

publicystyka

Upadek warchoła

Jesteśmy świadkami spektakularnego upadku Michała Kołodziejczaka, wiceministra rolnictwa i warchoła, który jeszcze do niedawna siał niemały zamęt na krajowej scenie politycznej. I trzeba przyznać,

Czytaj więcej »