Wróg u bram!
Czytaj artykuł
Previous
Next
Czy Polska jest państwem fasadowym?

Po głębszym zastanowieniu się i dość dokładnym przeanalizowaniu podstawowych faktów z życia naszego kraju, doszedłem do wniosku, że Polska jest obecnie niczym więcej, tylko państwem fasadowym. Pomimo posiadania pewnych atrybutów suwerenności, takich jak: konstytucja, obieralne władze, symbole, waluta i armia, to zdają się one być tylko reliktem przeszłości. Jak bowiem inaczej nazwać atrybuty, których nie możemy używać dla realizacji potrzeb wynikających z funkcjonowania naszego państwa.

Los konstytucji Rzeczypospolitej został ostatnio przesądzony wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, którego sędziowie orzekli zgodność Traktatu Lizbońskiego z naszą ustawą zasadniczą. Poza tym jesteśmy właśnie świadkami majstrowania przez jaśnie nam panujących przy polskiej konstytucji, celem dostosowania jej do wymogów prawa unijnego. Co to oznacza w praktyce? Ano nic innego, tylko uznanie prymatu brukselskich dyrektyw nad naszym krajowym porządkiem prawnym. Od tej pory wszelkie akty prawne i wyroki naszych sądów mogą być dowolnie uchylane, gdy nie będą zgodne z unijnym prawem, nawet, gdyby dobrze służyły polskiemu społeczeństwu.

Polacy już dawno stracili wpływ na wybór swoich władz, robią to za nich wszechwładne media, ogromne kapitały i zakulisowe wpływy możnych tego świata. Wyborcy potrzebni są tylko do uwiarygodnienia odbywającej się co parę lat szopki wyborczej, aby nikt wprost nie zarzucił, że nowo wybrane władze nie mają legitymacji do jej sprawowania. Tak wyłonieni „reprezentanci narodu” okazują oczywiście wielką wdzięczność swoim sponsorom i protektorom dbając o ich interesy w kraju nad Wisłą. Niestety z podobną gorliwością nie zabiegają o realizację potrzeb narodu, na którego czele stoją. Zresztą trudno się dziwić, skoro oni niewiele mogą, ponieważ większość decyzji i tak zapada w Brukseli, a polski rząd musi prosić komisarzy o pozwolenie nawet na udzielenie pomocy powodzianom.

Z symbolami naszej państwowości też nie jest lepiej. Od czasu, gdy Polska została wcielona do Unii Europejskiej symbole narodowe są skutecznie wypierane przez unijne. W szkołach, na uroczystych akademiach śpiewa się coraz częściej „Odę do radości” zamiast „Mazurka Dąbrowskiego”. Flagi unijne są już wszechobecne w naszym życiu, wieszane są na wszystkich budynkach użyteczności publicznej, a przy okazji jakiegoś święta pojawiają się na ulicach i placach naszych miast, zazwyczaj w większej liczbie niż nasze biało-czerwone sztandary. Święta unijne obchodzone są przez władze z większą celebrą niż nasze narodowe rocznice, co można łatwo zaobserwować 1 maja. W tym dniu wszystkich unitów ogarnia gorączka czynu, co prawda zamiast jak dawniej świętować dzień międzynarodowego proletariatu, obchodzą rocznicę kolejnego przepoczwarzenia ich unijnej ojczyzny, to jednak nadal jest to okazja do uczczenia internacjonału.

Niestety w wyniku światowego kryzysu, doprowadzającego do bankructwa kolejne kraje Unii, rządzący mają wielki problem z wprowadzeniem Polski do strefy euro. Jak bowiem mają uzasadnić krajowej opinii publicznej ich mocno zdeterminowane dążenie do zamiany złotego na unijną walutę. Zwłaszcza w sytuacji, gdy złoty jest jednym z niewielu instrumentów dostępnych rządowi, który pomaga łagodzić skutki wspomnianego kryzysu. Co prawda, Donek z Vincentem, aż przebierają nogami, aby spełnić życzenie Angeli i usatysfakcjonować rynki finansowe (czytaj międzynarodowych spekulantów), ale to z kolei może spowodować ich nagły upadek z piedestału. Jednak w dalszym ciągu gorączkowo zabiegają o spełnienie wymogów Brukseli, używając na co dzień kreatywnej księgowości, a przebiegłą propagandą próbując przygotować nieświadomych i naiwnych Polaków na oczekiwaną przez nich „mannę z nieba”.

Nie lepiej jest z naszą armią. To prawda, że mamy własne wojsko, ale staraniem rządzących nie przedstawia ono większej wartości bojowej albo stacjonuje daleko poza granicami kraju. I tak zamiast strzec granic i bezpieczeństwa Ojczyzny, polski żołnierz dowozi wodę do afgańskich wiosek i marnuje na obczyźnie wielką część budżetu MON, który mógłby posłużyć do modernizacji całej armii. Pozostaje nam jedynie ufać w to, że nikt nas akurat w tym czasie nie zaatakuje i zadowolić się wątpliwą wdzięcznością naszych amerykańskich sojuszników.

Jak wynika z powyższych rozważań, państwo polskie w obecnych czasach, to tylko fasada, za którą nie stoi żadna wartościowa treść. Przy byle okazji rządzący politycy robią wiele szumu wokół różnych spraw, ale rzeczywistość zdaje się brutalnie weryfikować ich poczynania. Doprowadzili nas nad skraj przepaści i zachęcają do zrobienia jeszcze jednego kroku, po którym obiecują, że będzie lepiej…?

Artykuł ukazał się w piśmie „Polski Szaniec”, nr 1/2011, s. 2.

POZOSTAŁE POSTY

publicystyka

Upadek warchoła

Jesteśmy świadkami spektakularnego upadku Michała Kołodziejczaka, wiceministra rolnictwa i warchoła, który jeszcze do niedawna siał niemały zamęt na krajowej scenie politycznej. I trzeba przyznać,

Czytaj więcej »