Suwerenność – pojmowana jako pełna supremacja władz ustanowionych nieskrępowaną wolą narodu nad życiem wewnętrznym własnego państwa i normami prawnymi, które go regulują; jako całkowita swoboda w zakresie prowadzenia polityki zagranicznej i zawierania sojuszy; wreszcie, jako prawo do podejmowania wszelkich decyzji związanych z funkcjonowaniem państwa, które mają charakter ostateczny, czyli niepodlegający odwołaniu do jakiejkolwiek wyższej instancji lub niewymagający uzyskania jej zgody – jest kwestią pierwszorzędnej wagi w życiu każdego poważnego kraju. Stwarza bowiem jedynemu suwerenowi, jakim jest naród, będący najważniejszą wspólnotą polityczną, możliwość podejmowania, za pośrednictwem wyłonionych przez siebie władz, wszelkich działań koniecznych z punktu widzenia ochrony jego interesów.
W obecnej dobie, która stoi pod znakiem globalizacji i otwarcia światowych rynków na swobodną penetrację wielkich ponadnarodowych korporacji oraz postępującej na Starym Kontynencie integracji w ramach Unii Europejskiej, upowszechniło się twierdzenie, że nie ma już państw w pełni suwerennych, tak jak to dawniej pojmowano. Głoszona jest teza, że rozwijające się procesy centralizacyjne i zacieśniające się więzi gospodarcze, zdewaluowały lub wręcz zdegradowały, kwestię suwerenności państwowej do niewiele znaczącego reliktu z przeszłości. Funkcjonuje w tej materii wiele mitów i niedomówień, między innymi fałszywy pogląd, który uznaje, że w sytuacji, gdy musimy stale współpracować z zagranicą w dziedzinie wymiany handlowej, co regulowane jest wieloma traktatami, albo uczestniczyć w tworzeniu zasad zbiorowego bezpieczeństwa, to jednocześnie pozbywamy się swojej niezawisłości.
Opinie tego typu biorą się, albo z niezrozumienia podstawowych zasad rządzących życiem suwerennego państwa, albo też z celowego zamiaru osłabienia woli narodu w walce o zachowanie własnej podmiotowości. W przeszłości nie istniały takie państwa, choćby to były nawet największe imperia, które nie musiałyby uwzględniać w swojej polityce konieczności współpracy z sojusznikami lub prowadzenia wymiany handlowej z zagranicą. Wszelkie zawierane traktaty i porozumienia nie osłabiały ich siły, ale wręcz przeciwnie, wzmacniały ich potencjał polityczny, militarny i gospodarczy. Przejawem suwerenności nie jest bowiem zamykanie się na jakąkolwiek współpracę międzynarodową lub wprowadzanie w życiu własnego kraju zasad autarkii, ale uprawianie takiej polityki, która przy uwzględnieniu aktualnych realiów geopolitycznych, gwarantuje jak najlepsze warunki realizacji interesów narodowych oraz pozostawia swobodę podejmowania decyzji, co do wyboru sojuszników i partnerów handlowych. Właśnie prawo do sprzeciwu wobec rozwiązań, które są sprzeczne z racją stanu i najlepiej pojętym interesem narodowym, jest najważniejszym wyznacznikiem posiadanej suwerenności. Natomiast państwo owładnięte niemocą polityczną, które nie może podjąć żadnych kluczowych decyzji bez zgody pozapaństwowych ośrodków decyzyjnych, któremu narzucono obce rozwiązania prawne, w którego sprawy wewnętrzne dokonuje się ciągłych ingerencji, pozbawione jest podstawowych atrybutów niezależności.
Kraje członkowskie Unii Europejskiej są najlepszym przykładem tego, jak można pozbyć się swojej suwerenności na rzecz ponadnarodowego tworu, który w zamyśle jego twórców, ma się docelowo przekształcić w federacyjne imperium, czego oczywistym następstwem będzie likwidacja państw narodowych. W chwili obecnej uznają one wyższość prawa unijnego nad krajowym, a więc formalnie nie mogą się sprzeciwić, nawet takim rozwiązaniom, które w ewidentny sposób szkodzą ich interesom. Przykładem brutalnej ingerencji Unii w sprawy wewnętrzne kraju członkowskiego, jest los Węgier, które pod rządami premiera Viktora Orbána próbują podźwignąć się ze stanu zapaści gospodarczej. Jednak przy okazji wprowadzania niezbędnych reform nie można było uniknąć naruszenia interesów zagranicznych koncernów i wpływowego establishmentu politycznego, co zaskutkowało natychmiastową reakcją Brukseli, która stając w obronie międzynarodowej finansjery i skorumpowanych polityków, wywodzących się z odsuniętego od władzy układu, zażądała przywrócenia poprzedniego status quo. Innym przykładem może być ultimatum wobec Grecji, straszonej przez Angelę Merkel wizją ustanowienia niemieckiego komisarza, który będzie miał pieczę nad funkcjonowaniem tego kraju, gdyby Grecy nie zastosowali się do wszystkich „zaleceń” Komisji Europejskiej.
Polska jest również obiektem presji ze strony organów unijnych, które, w dobie kryzysu i narastającego bezrobocia, nakazują likwidację polskich stoczni, co jest niezwykłą podłością wobec naszego społeczeństwa. Przy podejmowaniu tej decyzji nie wzięto pod uwagę jej negatywnych następstw, ani wielkich kosztów społecznych dla Polski, ale kierowano się interesem niemieckich stoczni, którym w ten sposób zlikwidowano konkurencję. Niestety, stając wobec nakazów brukselskich komisarzy, premier Donald Tusk nie zdał egzaminu, wykazał się tylko bezradnością i tchórzliwą uległością. Zamiast odrzucić unijne dyrektywy, które godzą w nasze żywotne interesy i prowadzą do zubożenia polskiego społeczeństwa, „zarżnął” przemysł stoczniowy, dopuszczając się także szeregu skandalicznych działań, wśród których nie zabrakło żenującej niekompetencji, korupcji i pospolitego złodziejstwa.
W tym kontekście, jako najważniejsze zadanie w działalności każdego rządu narodowego, jawi się nam dbałość o interesy własnego państwa i pomyślność jego obywateli. Dlatego przedstawiciele władz, którzy kierując się partykularnym interesem, bądź realizując założenia jakiejś fałszywej i zgubnej w swych skutkach ideologii, doprowadzają państwo do upadku, powinni być bezwzględnie odsunięci od steru rządów. Każdy rząd i parlament wyłoniony przez Polaków winien jest nam całkowitą lojalność. Nie tylko dlatego, że płacimy im wynagrodzenie, ale przede wszystkim z tego powodu, że z definicji są to polskie władze, które muszą dbać o zabezpieczenie żywotnych interesów wyłącznie reprezentowanego przez siebie narodu.
Członkostwo Polski w Unii Europejskiej stwarza wiele problemów i zagrożeń, a z perspektywy wieloletnich doświadczeń i z ujawnionych planów jej dalszego rozwoju, wynika niezbicie, że proces „pogłębionej integracji” zmierza wyraźnie do demontażu naszej państwowości. Unia jest przy tym tworem nadmiernie zbiurokratyzowanym, realizującym interesy największych „udziałowców”, kosztem wyzysku ekonomicznego słabszych państw i całkowitego ich ubezwłasnowolnienia. Dlatego najlepszą przestrogą przed zbyt łatwym przyjmowaniem „na wiarę” zapewnień krajowej „elity” politycznej o „dobrodziejstwach” płynących z faktu naszej przynależności do tej instytucji, niech będą słowa napisane przez Gustawa Le Bona: „Los narodu zależy od jego charakteru, a instytucje niebędące wytworem tegoż charakteru są tylko przejściową maskaradą, w dodatku w pożyczonych strojach. Historia uczy nas, że przeszłość nie była wolna od krwawych wojen i wstrząsających rewolucji, których przyczyną były dążenia do narzucenia narodom obcych instytucji, a w przyszłości będzie to samo, jeżeli ludzie u władzy stojący nie zrozumieją, że chcąc stworzyć jakąś instytucję, muszą naprzód przyłożyć ucho do łona przeszłości narodu”[1].
[1] G. Le Bon, Psychologia tłumu, Warszawa 1986, s. 103.
Artykuł ukazał się w piśmie „Polski Szaniec”, nr 1/2012, s. 8-9.


